Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Chcesz schudnąć przed Sylwestrem?
Kup Teraz a 30 dniową dietę otrzymasz za darmo!
Tylko 137 zł TRIZER + indywidualna dieta
+ szkoła modlitwy +

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Diakonia modlitwy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość







PostWysłany: Pon 23:08, 09 Kwi 2007    Temat postu: + szkoła modlitwy +

Cykl tekstów na temat modlitwy. Teksty pierwotnie znalazły się w czasopiśmie [link widoczny dla zalogowanych].
Autorem jest jezuita Remigiusz Recław


Ostatnio zmieniony przez Gość dnia Pią 22:46, 01 Cze 2007, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość







PostWysłany: Pon 23:09, 09 Kwi 2007    Temat postu:

Czy chcę czegoś więcej?

Zanim zaczniemy uczyć się modlitwy, należy postawić sobie proste, ale bardzo ważne pytanie. Czy ja chcę się modlić? Czy chcę czegoś więcej od życia duchowego, niż przychodzenie na mszę św. co jakiś czas – choćby raz w tygodniu. Pozytywna odpowiedź na to pytanie daje nadzieję, że Ktoś może pomóc w zrealizowaniu tych pragnień.
Mamy dziś dwa bardzo różne rozumienia modlitwy i choć teoretycznie można je połączyć, to jednak w praktyce stają się one dwoma oddzielnymi kierunkami modlitwy. Istnieje modlitwa jako kult oraz modlitwa jako spotkanie. Dlaczego teologia uważa, że te dwa sposoby modlitwy można połączyć, a praktyka pokazuje, że graniczy to z cudem dla zwykłego ochrzczonego?
Najprościej kult rozumiemy jako czas, kiedy wierzący katolik stoi w kościele jako widz, a przy ołtarzu dzieje się akcja: kapłan ładnie ubrany wykonuje masę różnych gestów, dobrze dobrana dekoracja, muzyk na chórze niewykształcony, ale jakoś sobie radzi. Złoty kielich, piękne tabernakulum, cała atmosfera sprawowanego kultu ma przenieść myśli wierzącego na kogoś, kto jest poza tym światem. Misterium, którym jest Bóg.
Natomiast modlitwa jako spotkanie z Bogiem odbywa się zasadniczo przy zamkniętych oczach. Kiedy mam w sercu pragnienie podnieść ręce ku górze, delikatnie oddychać i karmić się tym, że Jezus jest we mnie, w moim sercu, w moich rękach, które zaraz powitają dzieci przychodzące ze szkoły... Modlitwa jako spotkanie z Osobą, którą kocham – jest czasem radości, a nie spełniania obowiązku. Na takim spotkaniu czas płynie za szybko i nie ma się ochoty patrzeć się na zegarek. Po zakończeniu chciałoby się jeszcze.
Dostrzegamy wyraźną różnicę między modlitwą-kultem i modlitwą-spotkaniem. Dlaczego jest tak, że większość ochrzczonych nie potrafi tego połączyć? Frustracja przeżywana z tego powodu nieraz kończy się szukaniem Boga w praktykach modlitewnych innych religii. Ci poszukujący chrześcijanie czasem wracają do Kościoła poranieni, innym razem w metodach wschodnich odnajdują to, czego nie znaleźli w Kościele katolickim.
Problem połączenia kultu ze spotkaniem w naszej modlitwie bierze się stąd, że mamy zły punkt wyjścia. Prawie każdy chrześcijanin najpierw spotyka się z kultem. Nakazy, które w kościele słyszy mówią, że musi kult wypełniać. I to robi. Z ambony nie wymaga się osobistego spotkania, ale kultu. Tymczasem kolejność powinna być odwrotna. Najpierw spotykam osobiście, doświadczam miłości ze strony Boga – a dopiero z tego wynika wewnętrzna potrzeba okazywania miłości publicznie, czyli kultu.
Żaden dojrzały chłopak nie chodzi z pragnieniem podarowania komuś kwiatka lub zaproszenia do kina. On nosi pragnienie spotkania kogoś, kogo pokocha. A gdy spotka, to pojawi się w nim chęć podarowania bukietu róż i wspólnego rozmawiania i oglądania filmów. Gdy już spotka ukochaną, to kwiaty i serce może jej przynosić codziennie. Nie będzie w tym widział przesady, a wręcz przeciwnie – będzie odczuwał z tego powodu wielką radość. Zaś bez spotkania i zakochania będzie jedynie przymuszany do dawania kwiatów.
Takich prostych zasad, o których wszyscy wiemy, a nie potrafimy stosować do najważniejszej relacji naszego życie, od której zależy nasza wieczność. Ostatecznie bardzo często zostajemy na poziomie kultu i machając na to ręką w sercu mówimy sobie – No cóż, to jest bez sensu. Ja to wiem, ksiądz to wie. Ale na wszelki wypadek będę chodzić do tego kościoła. Niewiadomo, może Bóg jest... na pewno jest. Po co ryzykować? W ten sposób modlitwa-kult bierze w nas górę i zasadniczo na tym kończy się nasza duchowość, którą przekazujemy z pokolenia na pokolenie.
Czasem przy śmierci bliskich czy innych tragediach życiowych zaczynamy rozmawiać z Bogiem, ale bardziej w duchu pretensjonalnym. Jeśli spotkamy mądrego człowieka duchowego, to przy jego pomocy możemy w takich sytuacjach przejść z modlitwy kultycznej na modlitwę osobistej relacji. Częściej jednak nie zwracamy się w takich momentach do ludzi mądrych duchowo, a raczej podważamy istnienie Boga i całego kultu, który mamy obowiązek sprawować.
Cykl „Szkoła Modlitwy”, który rozpoczynamy tym artykułem, będzie ciągłym i konkretnym proponowaniem każdemu z Państwa przejścia z modlitwy-kultu do modlitwy-spotkania. A po doświadczeniu modlitwy osobistej relacji z Bogiem, powrotu do kultu, ale z radością i głębszym zrozumieniem.
Tekst ukazał się w Dobrym Magazynie wydawanym przez PRODOKS. Nr 1, 2005.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość







PostWysłany: Pon 14:39, 30 Kwi 2007    Temat postu:

Modlitwa - łatwe to czy trudne?

Niektórzy mawiają, że modlitwa to coś bardzo łatwego - zamknij oczy z wiarą i zaczniesz się modlić. Inni zaś twierdzą, że modlitwa jest czymś szalenie trudnym, trzeba się jej uczyć, a i tak nigdy nie nauczymy się do końca. Niesamowite jest to, że jedni i drudzy mają rację. Modlitwa jest łatwa i trudna jednocześnie.
Czy łatwo jest dziecku spotkać się z kochającym rodzicem? Myślę, że jest łatwo. Czy łatwo jest dorastającemu dziecku spotkać się z kochającym rodzicem? Myślę, że jest trudno. Czy łatwo jest dorosłemu spotkać się z kochającym rodzicem? Myślę, że to zależy od tego, jak został pokonany poprzedni etap.
W przypadku modlitwy kochającym rodzicem jest Bóg Ojciec. Możemy być pewni jednego - Jemu zależy dużo bardziej niż nam na tym, abyśmy Go spotkali. Bóg ze swojej strony wyraża gotowość, aby dziecko podeszło do niego w każdej chwili. Kiedykolwiek chce! Robi też wszystko, aby do spotkania z Nim doszło jak najszybciej i aby było ono jak najwspanialsze i owocne dla dziecka. Nie ma nikogo, kto starałby się bardziej od Boga, aby nasza modlitwa była głęboka i prawdziwa. On tak bardzo o to zabiega, że zgodził się umrzeć, byle tylko spotkać się z człowiekiem i go ocalić. To jest najwspanialsza informacja dla tych, którzy chcą się modlić. Zanim zaczniesz modlitwę, uświadom sobie, że Bóg marzył o tej chwili dnia, kiedy Ty podnosisz oczy ku niebu! Jezus naprawdę czekał na ten moment, nawet jeśli jest on krótki. Dlatego modlitwa jest łatwa, bo spełnia pragnienia Boga. Wolą Boga jest spotykać człowieka w cztery oczy.
Z drugiej strony do spotkania z Ojcem podchodzi dziecko czyli Ty i ja. I jeśli chodzi o trudności na modlitwie, to dotyczą one tylko człowieka. Zasadniczo jest tak, że będąc w chrześcijańskim dzieciństwie (czyli czasie bezpośrednio po nawróceniu, przemienieniu swojego życia) nie mamy trudności z modlitwą. Otwartość na Boga jest dosyć duża. Nasze życie duchowe ma rozmach, który owocuje również w łatwości spotykania Boga na modlitwie.
Na szczęście nie jest tak, że chrześcijańskie dzieciństwo można mieć tylko raz w życiu. Mamy taki moment w życiu duchowym ilekroć przeżywamy nawrócenie. Dlatego błogosławieni ci, którzy uczestniczą w różnych rekolekcjach ze szczerym pragnieniem przemiany życia i myślenia. Nawet jeśli pozornie wszystko wydaje się być w porządku i nie ma się ochoty na kolejne zmiany (to pułapka wielu pobożnych ludzi). Ci, którzy pragną nowego nawrócenia, otwarci są również na przyjęcie nowej łatwości w modlitwie. Na nowo mogą nabrać rozmachu w modlitwie, co sprawi, że staje się ona przyjemna.
Po doświadczeniu dzieciństwa przychodzi czas, kiedy człowiek ma trudności w komunikacji z kochającym rodzicem. W rodzinach z reguły trudności są po obu stronach – rodzice nie rozumieją młodzieży, ta zaś nie stara się zrozumieć rodziców. W modlitwie sytuacja jest o tyle łatwiejsza, że Bóg robi wszystko, aby z kształtującym się chrześcijaninem nadawać na tej samej fali. A zatem problem dotyczy dojrzewającego duchowo człowieka. Polega on na tym, że życie staje się bardziej atrakcyjne niż czas spędzany z kochającym Ojcem. Znamy to z życia – łatwiej być z kolegami, szaleć, uprawiać sport i czytać książki. A gdy przychodzi czas na rozmowę z Ojcem, gdy wieczorem wracamy do domu – okazuje się, że nie ma sił, albo jest ciekawy film w telewizji. To są problemy dojrzewającego duchowo chrześcijanina.
Potem dodatkowo okazało się, że Ojca okłamaliśmy. Innym razem prosił nas o coś, a zapomnieliśmy to zrobić, albo odmówiliśmy. To z kolei sprawia, że zaczynamy się trochę bać spotkań z Nim, trochę Go omijamy. Modlitwa zaczyna być trudna! I tutaj zaczynają się problemy. Nawet gdy w takim stanie siądziemy do modlitwy, to ona nie wychodzi. Czujemy jakby Bóg już nie chciał nas spotykać. Próbujemy się z nim połączyć, nabrać ducha. A to wszystko takie puste, bez wyrazu. Wówczas już nie wystarczy uklęknąć. Trzeba czegoś więcej. Tym „więcej” jest szczere pragnienie spotkania z Ojcem. Modlitwa jest trudna w momencie, gdy przestajemy jej pragnąć. Gdy zaczynamy czuć, że ona powinna być w naszym życiu, ale przestajemy jej pragnąć (czyli gdy staje się obowiązkiem).
Wówczas zamiast typowej modlitwy, lepiej prosić Boga o nowe pragnienie modlitwy, o otwartość na nowe w życiu, na nawrócenie. Dobrze jest wówczas wziąć duchową książkę, pojechać na rekolekcje – zrobić coś Bożego, co przychodzi z wielkim trudem. Jest to czas przełamywania się, czyli dojrzewania. Nasze dalsze życie modlitewne zależy od tego, na ile będziemy otwarci podejść do Ojca i powiedzieć prawdę. Nawet jeśli ta prawda jest bardzo bolesna, pełna cierpienia i pretensji. W takich sytuacjach czasem odczuwamy, że Bóg nas zawiódł. Miało być lekko, a jest coraz trudniej. Im szybciej to wypowiesz Ojcu, który na te słowa czeka, tym szybciej wrócisz do prawdziwej modlitwy. Bywa, że nie wystarczy powiedzieć to Ojcu raz. Ból tak bardzo przykrywa nasze pragnienia modlitwy, że potrzebujemy to mówić Bogu miesiącami. To jest walka o możliwość szczerego spotykania się z Ojcem. A nasze serce napotyka opory. To jest trud w modlitwie.
Od tego, jak przejdziemy nasze zmagania, zależy czy nasza modlitwa stanie się dojrzałą, czy po prostu przestanie istnieć. Pocieszający jest fakt, że zawsze możemy zacząć od nowa. ZAWSZE! Wystarczy prosić usilnie Boga o własne nawrócenie. Skoro Jemu tak bardzo zależy na tym, by mnie spotkać, skoro Bóg o tym marzy – to na pewno odpowie na moją prośbę. Stworzy okazję, bym zmienił swoje myślenie, bym zerwał z chaosem w swoim życiu i na nowo miał warunki do modlitwy. Wystarczy tego zapragnąć...
Tekst ukazał się w Dobrym Magazynie wydawanym przez PRODOKS. Nr 2, 2005.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość







PostWysłany: Pią 15:57, 25 Maj 2007    Temat postu:

Modlitwa – to stawanie się Bogiem

Chrześcijanie bardzo często mówią: „Nie umiem się modlić”, „Chciałbym się nauczyć modlitwy”, „Ksiądz to się modli, ale ja nie umiem”. Ale rzadko kiedy chrześcijanin zastanawia się: po co ma się modlić? Tymczasem, znając cel modlitwy, dużo łatwiej nam ona przychodzi. A celem modlitwy jest: Być jak Bóg.
W życiu nie można robić czegoś dobrze, jeśli nie zna się celu wykonywanej czynności. Każda poważna inwestycja ma cel, każdy poważne działanie jest celowe. Podobnie modlitwa, jeśli mamy traktować ją poważnie, to musi mieć swój cel. A ponieważ modlitwa jest wydarzeniem całego życia, dlatego też jej cel jest rozciągnięty na całe nasze życie. Przecież nikt z nas nigdy Bogiem nie będzie, bo jesteśmy ludźmi. Mimo to mogę powiedzieć, że spotkałem nie raz w swoim życiu człowieka, który był dla mnie jak Jezus, jak Bóg.
Kiedyś, będąc małym chłopcem-ministrantem po zakończonej mszy św. wyszedłem z kościoła i oczekiwałem na mamę, która miała mnie odebrać. Po godzinie czekania zacząłem na chodniku płakać. Podszedł wówczas do mnie pan, którego twarz kojarzyłem ze Mszy świętych w swojej parafii. Uspokajał mnie i powiedział ważną rzecz. Powiedział „Nie bój się” i spędził ze mną długi czas, aż przyjechała mama. Te słowa mówi mi dziś Jezus na modlitwie, wówczas też powiedział mi je Jezus, ale dzięki modlitwie tego mężczyzny. Jego modlitwa sprawiła, że wobec mnie zachował się jak Jezus. Nie mogę zagwarantować, że zachowywał się podobnie wobec żony, swoich dzieci i wobec każdego człowieka. Ale zachował się tak wobec mnie.
Modlitwa nigdy nie sprawi, że nasze zachowanie będzie zawsze takie, jak Chrystusa. Jeśli ktoś stanie się do końca jak Bóg, to może przestać się modlić, bo osiągnął już w pełni cel modlitwy. To jednak jest niemożliwe. Tymczasem jeśli nawet od czasu do czasu ktoś rozpozna w nas Jezusa – to będzie wielki owoc naszej modlitwy. A Jezusa nie rozpoznajemy po cytacie z Ewangelii, ani po brodzie. To serce człowieka mówi, albo nie mówi, że jest podobne do Jezusa. A gdy serce będzie takie, jak Jezusa, to będą z niego wypływać pomysły – takie, jak Jezusa, słowa – takie, jak Jezusa, zachowania – takie, jak Jezusa.
Być może po przeczytaniu tytułu tego artykułu mówiącego, że przez modlitwę mam stać się Bogiem – czuliśmy się trochę podirytowani myśląc, że co… mam być potężny jak Bóg? To jedna z największych porażek Chrystusa, że mimo tylu wyjaśnień i przykładów w Ewangelii chrześcijanie widzą w Bogu potęgę i majestat, a nie ubóstwo, delikatność, czystość, wyrozumiałość, miłosierdzie, współczucie itd.
Jeśli mamy niewłaściwy obraz Boga, to nasza modlitwa osiąga niewłaściwy skutek. Wówczas będziemy naśladowali Chrystusa potężnego, majestatycznego, bogatego, wszystko wygrywającego, dalekiego od człowieka. Takiego Chrystusa nie ma, ale spotykamy wierzących, także księży, którzy takiego Chrystusa głoszą swoją postawą. A zatem na modlitwie spotykają się z Chrystusem nieistniejącym, albo kimś, kto udaje, że jest Chrystusem. Przed tym Jezus też przestrzegał i do samej śmierci zdawał sobie sprawę, że jego uczniowie mają tendencje do czynienia Go potężnym i niezwykłym. Dlatego przed śmiercią pokazał uczniom, że ich zadaniem jest nogi umywać. Jezus dał do zrozumienia, że On, Bóg i nauczyciel umywa nogi. W tym mamy Go naśladować. Nasza modlitwa ma konkretny cel: najpierw, abyśmy zapragnęli umywać, ludziom nogi czyli abyśmy zapragnęli usługiwać człowiekowi, zwłaszcza najbliższym. A następnie, gdy już zapragniemy, abyśmy to robili. Aby mąż usługiwał żonie, a ona jemu. Aby syn widział w swoim tacie Chrystusa, a ojciec w dziecku. Do tego ma zmierzać nasza modlitwa. Abyśmy stawali się, jak Chrystus. Abyśmy byli, jak Bóg.
Niestety, bywa też tak, że modlitwa nic nie zmienia w naszym życiu. Nic, a nic nie stajemy się bardziej Jezusowi. Jest to informacja, że nie spotykamy się na modlitwie z Jezusem. Możemy iść na modlitwę i spotykać się sami ze sobą, albo z naszymi zranieniami, albo z marzeniami. Tak się zdarza, że zamiast się modlić – po prostu marzymy, bujamy w obłokach. Co wówczas zrobić? Co zrobić, jeśli modlitwa nic nie zmienia w naszym życiu?
Wówczas potrzeba dobrej lektury albo konferencji – która pokaże nam właściwy obraz Boga. Chodzi o to, aby na modlitwie chcieć pobyć z Bogiem. Bez udawania, bez masek, bez marzeń. Po prostu pobyć z Bogiem, popatrzeć, jak On się zachowuje, posłuchać, jak i co On mówi. Pobyć z Bogiem, aby uczyć się być, jak On… i być, jak On. Bóg podczas modlitwy pragnie jednego, byś przy Nim był. Jak przychodzimy na modlitwę z pustymi rękoma – to jest to wielka radość dla Boga, bo może je nam napełnić. A jeśli przychodzimy z pełnymi rękoma (z maskami, marzeniami, z wyobrażeniami o Bogu srogim i władczym…) to jak Bóg ma wówczas napełnić nasze ręce?
Na szczęście Jezus potrafi wykorzystać nawet minimum naszego zaangażowania, aby dotrzeć do serca. Nawet jeśli na modlitwie nie pozwalamy Bogu, aby nas przemieniał. Nie pozwalamy Mu, by nas uczył. Nawet wtedy Jezus potrafi delikatnie nas dotykać. Tak, jak kapiąca wolno woda na gąbkę… w końcu gąbka stanie się wilgotna.
Dlatego, jeśli nie dostrzegamy wyraźnych owoców naszej modlitwy, to nie rezygnujmy z niej. Otwórzmy Ewangelię i czytajmy o tym, jaki jest Jezus, jak On postępował, jak reagował. Po przeczytaniu rozdziału, odnieśmy go do siebie. Spróbujmy zapytać się Jezusa, co możemy zrobić, aby w swoim życiu zachowywać się podobnie do Niego, aby myśleć, jak On, aby być jak Bóg. To będzie wspaniała modlitwa.
Tekst ukazał się w Dobrym Magazynie wydawanym przez PRODOKS. Nr 3, 2005.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość







PostWysłany: Pią 22:41, 01 Cze 2007    Temat postu:

Modlitwa do Jezusa Eucharystycznego

Panie Jezu. Dałeś nam najwspanialszą modlitwę - mszę świętą oraz adorację Ciebie, jak teraz - klęcząc przed Tobą. Owszem jest to najpiękniejsza modlitwa, ale jednocześnie nigdy nie możemy przeżyć bez rozproszeń. Tyle razy prosimy Cię: o tak silnego ducha, o trzeźwy umysł i żywą wiarę, ale zawsze myśli o ziemi przygniatają nas... i zapominamy się.
Z pewnością dno tych rozproszeń jest głębsze - po prostu nie rozumiemy dobrze Tajemnicy Twojego ukrycia w chlebie, nie rozumiemy dobrze, że to Ty, Bóg! Jesteś teraz przed nami w tym białym kółku. Nie rozumiemy, ale jak to zrozumieć?
Mój Boże, wszechmocny jesteś, a jednak nie mógłbyś nic więcej dla nas uczynić nad to, co uczyniłeś. O mój Boże, jesteś nieskończenie mądry, a jednak nie mógłbyś nam dać daru cenniejszego. Nie mógłbyś nam większej okazać miłości nad tę, że przyjąłeś krzyż, że... teraz jesteś rzeczą!
Tyle razy zastanawiam się dlaczego aż takie uniżenie? Dlaczego Ty, Pan wszechrzeczy, jesteś posłuszny człowiekowi? A na dodatek - posłuszny we wszystkim! Nie masz już swej własnej woli. Więzami sakramentu skułeś niejako swą wolność. Oddałeś się cały, czynią z Tobą, co chcą. Idziesz, gdzie Cię niosą. Składają Cię w kielichu, zamykają w tabernakulum, to znowu wystawiają w monstrancji, przenoszą z ołtarza na ołtarz, podają Cię wiernym, każą Ci błogosławić zebranych. Jezu, jak to możliwe, Ty na wszystko pozwalasz! Pozwalasz by ludzie robili z Tobą, co im się żywnie podoba.
Powiesz z pewnością: Syn człowieczy nie przyszedł po to, aby mu służono, ale aby służyć. Jest posłuszny wszystkim, bo był posłuszny wszystkim. W Nazaret był posłuszny swej Matce i św. Józefowi, teraz słucha tylu ludzi, ilu jest na ziemi kapłanów, ilu ich było i będzie aż do skończenia wieków. Z pewnością byłbyś posłuszny Judaszowi, gdyby on miał odwagę odprawić mszę św. Spocząłbyś na jego rękach, co Królu?
Jak pojąć Twoją miłość, Twoje oddanie? Jezu, jak wielką moc dałeś człowiekowi. Może on sprawić, że stajesz się na ołtarzu. A jednocześnie jak bardzo musisz mu ufać. Bo przecież nie przestałbyś być w chlebie, gdyby ktoś zaczął Cię poniżać.
Jezu, Ty nawet posłuszny jesteś wszystkim wiernym, którzy pragną Cię przyjąć. Kapłan bowiem z zasady nie może odmówić Komunii św. zbliżającym się do Twojego stołu. Posłuszny jesteś złodziejom, kradnącym Ciebie z tabernakulum. Pozwalasz im robić ze sobą, co zechcą. Posłuszny jesteś prawom przyrody - oto zdarza się, że w Hostii upadasz na ziemię. Ty, który świat podtrzymujesz. Jezu, jakaż to próba dla naszej wiary! O mój Boże, dobrze, że nas w niej utwierdzasz, cóż ja mogę sam, przecież są to rzeczy niepojęte. A ich rozważanie przyprawia mnie - o łzy i ból głowy.
Czasem myślę, dlaczego zdecydowałeś się akurat na chleb. Miałeś przecież znacznie większy wybór, mogłeś wymyśleć coś niezwykłego, poza prawem grawitacji, aby dać mi większą moc wiary - ale to nie byłoby w Twoim stylu! Ty zawsze musisz tak, abym tego nie rozumiał... i wybrałeś - najnędzniejszy pokarm na ziemi, pokarm biedaków - chleb.
Jezu niepojęty, jesteś tak maleńki, że rączka dziecka objąć Cię może! Ale wiem, że równocześnie niebo ogarnąć Cię nie potrafi. Jezu, moja wiara składa się z samych paradoksów, tak mało Cię pojmuję. Przebacz mi to, proszę. Mam tylko nadzieję, że stojąc przy wielkim ogniu choć trochę ciepła z niego nabiorę. Bo ciepło czuję, ale skąd się bierze - tak słabo rozumiem.
Jezu, pragnę Cię często przyjmować do serca, bo chcę się nauczyć robić to dobrze. A wiem, że nie można czynić czegoś dobrze, nie czyniąc tego często. Chcę oddać Ci cześć przyjmując Cię do serca, inaczej nie potrafię, inaczej chyba nie można. Nie po to przecież przychodzisz na ziemię, by być zamkniętym w złotym tabernakulum.
Na koniec, Jezu, proszę Cię, bym Cię kochał, ile mi pozwolisz, a ja zdołam. Z pewnością zdołam mniej, niż na to zasługujesz, ale nie mniej niż potrafię. Chociaż nie tak bardzo jak zasługujesz, nie jestem jednak w stanie przekroczyć moich możliwości. Mógłbym więcej, gdybyś mi udzielił więcej łaski, nigdy jednak tyle, ile jesteś godzien.
Amen.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość







PostWysłany: Czw 20:36, 14 Cze 2007    Temat postu:

Żywa modlitwa

Osoby, które modlą się, czasem powiedzą o swojej modlitwie, że jest ona żywa. Innym razem to określenie nie pasuje do ich modlitwy. Dlaczego tak się dzieje, że nasza modlitwa raz wydaje się żywa, a innym razem jakby była martwa?
Przede wszystkim to nasze serce decyduje o tym, czy modlitwa jest żywa, czy martwa. Modlitwa żywa to ta, w której dochodzi do spotkania z Bogiem. Taka modlitwa pociąga, wzbudza żywą wiarę, porywający entuzjazm. Chcemy jej więcej. Pragniemy, aby się nie kończyła, bo spotkanie z Bogiem żywym jest naprawdę czasem wyjątkowym. Natomiast w modlitwie martwej spotkania nie ma. Mogą być piękne śpiewy, recytowane bardzo głębokie modlitwy, ale nie dochodzi do spotkania. Modlitwa martwa nudzi nas, męczy i odstrasza. Zamiast radości, myślimy o tym, kiedy ona się skończy.
Postawa naszego serca decyduje, jak przeżywamy modlitwę. Nasze każdorazowe podejście do modlitwy czyni ją żywą lub martwą. Na tej samej Mszy św. będą osoby, które przeżywają ją jako modlitwę żywą oraz takie, które co chwile spoglądają na zegarek, bo wszystko się dłuży. Choć trzeba przyznać, że na niektórych nabożeństwach łatwiej nam spotkać Boga, a na innych nagminnie do spotkania nie dochodzi. Czasem zależy to od prowadzącego modlitwę, innym razem od miejsca, które nie sprzyja spotkaniu Boga. Wystarczy bowiem, że malarz modli się w świątyni, w której zupełnie brakuje harmonii lub polonista słucha modlitwy w której jest bardzo dużo błędów językowych.
Każdy z nas przeprowadza rozmowy z drugim człowiekiem. Okazuje się, że niektóre z nich prowadzą do spotkania. Inne zaś albo są powierzchowne, bądź też powodują, że dwoje ludzi się mija, rozmawia jakby równolegle. Sami potrafimy ocenić, czy podczas rozmowy doszło do spotkania z sercem drugiego człowieka, czy też nie miało to miejsca. Mamy przecież znajomych, z którymi spotykamy się od lat, albo pracujemy z nimi – ale tak naprawdę to ich nie znamy. Możemy ich lubić, znać poglądy na wiele tematów, ale nie będzie w tym spotkania dwóch serc.
Podobnie jest z modlitwą. Możemy regularnie chodzić do kościoła, często mówić pacierz – ale mijać się z Bogiem. I tak naprawdę to sami wyczuwamy jak jest. Wiemy, czy modlitwa rozwija nas wewnętrznie. Bo modlitwa, która jest spotkaniem, modlitwa żywa – rozwija nasze pragnienia. Bóg jest wówczas blisko nas, jest obecny w naszym życiu. Przychodzi jako Duch, jako podmuch wiatru dla którego nie ma granic i przenika bardzo głęboko nasze serce.
Modlitwa żywa daje nam wewnętrzne poczucie wolności. Doświadczamy tego w każdej głębokiej rozmowie – zarówno z Bogiem, jak i z człowiekiem. Wolność, przestrzeń do życia – jest owocem spotkania Boga. Wolność oznacza życie. Tymczasem świat nas uczy, że bezpieczeństwo oznacza życie. A to nie prawda. Świat każe nam dążyć do bezpieczeństwa finansowego, zawodowego, rodzinnego, społecznego. W konsekwencji dążymy do bezpieczeństwa religijnego. A to powoduje, że oczekujemy modlitwy bezpiecznej, czyli takiej, w której wszystko jest jasne, żadnych nowinek, same utarte szlaki, nic nas już nie zaskoczy. Bóg nas już nie zaskoczy, bo czujemy się bezpiecznie. I nasza modlitwa staje się martwa, czyli całkowicie bezpieczna.
Być może wolność i bezpieczeństwo w modlitwie wydają się nam bliskoznaczne, ale tak nie jest. To, jaką drogę obierzemy w naszej modlitwie: drogą wolności czy drogę bezpieczną – będzie decydowało o jakości naszych spotkań z Bogiem. Tu chodzi o nasz styl myślenia czyli o sposób podchodzenia do modlitwy.
Nie ukrywam, że modlitwa żywa jest dużo trudniejsza, ponieważ wymaga nie tylko systematyczności (która funkcjonuje także przy modlitwie martwej), ale także troski o wewnętrzną postawę serca. Pragnę podkreślić, że wewnętrzna postawa ważniejsza jest od systematyczności. Modlitwę systematyczną możesz zrobić w biegu, a modlitwa żywa w biegu nie wyjdzie. Modlitwa systematyczna może być zrobiona bez przygotowania, tymczasem modlitwę żywą trzeba przygotować (chyba, że otrzymujemy specjalne poruszenie Ducha Świętego). Do modlitwy żywej przygotowuję się podobnie, jak do głębokiej rozmowy z drugim człowiekiem. Wiem wówczas, że to będzie wyjątkowy czas. Nastawiam się psychicznie. W przypadku modlitwy, zanim na nią pójdziemy, zanim udamy się do kościoła, albo usiądziemy w swoim pokoju – warto zatrzymać się na chwilę i uświadomić sobie, że to będzie wyjątkowe spotkanie. Pomyślmy chwilę, że idziemy spotkać się z Osobą, która nas kocha najmocniej na świecie. Do takiego spotkania nie sposób się nie przygotowywać! Chyba, że do spotkania nie dochodzi. Wówczas nie czujemy potrzeby, aby się przygotowywać.
Niestety chrześcijanie dzisiaj bardzo często modlą się z biegu, idą na Eucharystię z biegu, albo wbiegają na nią. To dlatego, że nasze życie jest w ciągłym pośpiechu. Ale pośpiech czyni życie martwym. Gdy ciągle się spieszymy, to życie przelatuje nam przez palce, podobnie jak każda modlitwa w pośpiechu. Jeśli chcesz uczynić swoją modlitwę żywą – to możesz modlić się mniej, ale nie rób tego w pośpiechu. Aby żyć w pełni, trzeba mieć czas na życie. Aby modlitwa była żywa – również potrzebny jest czas. Jednak nie czas na to, by odbyć modlitwę, by odstać mszę świętą, ale czas aby w odbywanej modlitwie spotkać Boga. Na to potrzebny jest czas. Czas jest potrzebny, by żyć.
Tekst ukazał się w Dobrym Magazynie wydawanym przez PRODOKS. Nr 4, 2005.
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Diakonia modlitwy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin